O fenomenie pop-up restaurants, czyli lokali tymczasowych, które nagle pojawiają się i równie szybko znikają, możemy przeczytać w "Gazecie Wyborczej".
W Katowicach idee pop-up restaurant wciela w życie Patrycja Walter, właścicielka restauracji Cyferblat. Potencjalni goście dowiadują się o spotkaniu za pośrednictwem Facebooka - po ogłoszeniu daty, godziny, tematu kolacji i ilości miejsc są proszeni o potwierdzenie mailowe. Miejsce spotkania jest ujawniane w ostatniej chwili, aby zachować element zaskoczenia. - Latem to mogą być hałda, park albo dach, a zimą nietypowe pomieszczenia: wynajęte mieszkanie, czy biuro architektoniczne - zdradza Walter.
Jak informuje gazeta, pop-up restaurant to propozycja dla ludzi znudzonych standardowymi lokalami. W mieszkaniu na Nikiszowcu to może być śląski „łobiod", a w biurze architektonicznym propozycja z nurtu food design, a to znaczy, że jedzenie jest nie tylko smaczne, ale też podane w niestandardowy sposób.
Źródło: Gazeta Wyborcza
